Czeskie 72 godziny z życia ucznia i nauczyciela

Bo żyje się, żeby wspomnienia gromadzić, a nie tylko po to, żeby nimi żyć – taka refleksja naszła nas, opiekunów wycieczki do naszych południowych sąsiadów. Planowaliśmy ją długo – bo od końca września tego roku szkolnego. Pracowaliśmy pilnie w czasie praktyk zawodowych, w czasie przerw i rozmów indywidualnych. Nazwaliśmy nasz program Czeskie A…B…C…, bo od czegoś trzeba było zacząć. Uczniowie Technikum w zawodzie technik obsługi turystycznej ochoczo zabrali się do pracy. Przygotowali trasę, współpracowali z kierowcą, byli pilotami, kwaterującymi, liczyli, liczyli i jeszcze raz liczyli. Poznali tajniki zawodu pilota i przewodnika, mieli okazję w praktyce poznać pojęcie elastyczności. Odczuli w nogach kilometry historii. Doszli do budujących wniosków, że pilot nie śpi. A i tak jest wyjątkowo żywotny, energiczny i  musi mieć wiele cierpliwości i wiedzy.

Wystartowaliśmy 18 kwietnia 2018 r. pod opieką pań Agnieszki Gieglis, Lucyny Grabowskiej i Joanny Łapacz o 1:00 w nocy, na granicy spotkaliśmy się z przewodnikiem sudeckim i praskim, panem Mariuszem Bąkiem, który przez kolejne 3 dni i noce niestrudzenie i ciekawie opowiadał o Czechach i odpowiadał na pytanie, kiedy wreszcie będzie centrum handlowe. Po zakupach (czekolada studencka, lentilky i kofola) i kursie czeskiego ruszyliśmy w trasę do Adrspachu. O świcie, wraz z promieniami słońca, zaczęliśmy spacer wśród magicznych form skalnych. Pływaliśmy po magicznym jeziorku, podziwialiśmy słonie i inne małpy. Kamienne oczywiście. Chętni przeszli test mysiej dziury i przyjaźni po kres.

Kolejny etap to dawny skarbiec Czech, Kutna Hora. Wizyta w ossuarium na chwilę skłoniła nas do refleksji nad tym, co jest sztuką i co czujemy w miejscu zbudowanym z ludzkich szczątków. Ruszyliśmy na spotkanie z jednym z najpiękniejszych historycznych centrów miast w Europie, zobaczyliśmy niezwykłą katedrę św. Barbary (skojarzenia z brontozaurem i bezowym tortem uzasadnione), spróbowaliśmy kultowego smażonego sera i ruszyliśmy do Pragi. Po szybkim zakwaterowaniu młodzież padła do łóżek i odpoczywała.

Dzień drugi to zwiedzanie Pragi. Od Klasztoru na Strahovie po Rynek Staromiejski i obowiązkowe galerie handlowe. Coś dla duszy, coś dla ciała. Pytania o to, dlaczego Karol nie był święty i inne wskazywały na zainteresowanie miejscem. No a wieczorem rejs po Wełtawie z obiadokolacją i Praga nocą – po argumentach zaczynających się od kolejnych liter alfabetu, dzięki którym opiekunowie zgodzili się na ten spacer, mieliśmy okazję zobaczyć, czym miasto zachwyca wielu turystów z całego świata. Okazało się też , że przewodników może być więcej niż jeden. To był 19 kwietnia, więc w dzielnicy żydowskiej – Josefovie – zapoznaliśmy się z historią  żydów i pojęciem holocaustu. W świetle latarni historia o Golemie i macewy cmentarza – Kirkutu – ożywiały naszą wyobraźnię. Do hotelu wróciliśmy metrem i tramwajem, no i czas spać. Naprawdę wszyscy zasnęli szybko i mocno.

Ostatni, trzeci dzień – 20 kwietnia – to spotkanie z Nowym Miastem praskim, secesją i alternatywnymi poglądami na sztukę. Po gotyckiej katedrze i synagogach z poprzedniego dnia przyszedł czas na Franza Kafkę, Davida Cernego i różne wariacje na temat czeskiego postrzegania historii. Osoba św. Wacława odegrała tu niemałą rolę. Po typowo czeskim obiedzie (gulasz z knedlikami, kolejne kultowe danie) ruszyliśmy w drogę do domu. Nie ukrywam, że podziękowania uczniów i rodziców i czekolada studencka mile nas zaskoczyły. Nie na darmo kierowca pochwalił młodzież za porządek, punktualność i spokój. My, opiekunowie, widzieliśmy zapał i chęć spaceru z pilockim kwiatkiem. Pytania o to, czy możemy zostać jeszcze jeden dzień i o to, czy są takie piękne inne czeskie miejsca pokazują, że plan się powiódł. Niektórzy wrócili zarażeni czechofilią, chorobą nieuleczalną, bo jak już ktoś do Pragi pojedzie, to wraca. Bo to miasto jak ze snu, z Mostem Karola (nieświętego) nikogo nie pozostawia obojętnym.